Emil Zola - widział cud i nie uwierzył

 

Patrząc z perspektywy 138 lat na objawienia Matki Bożej w Lourdes widać bardzo wyraźnie stategię działania sił zła. Przez całe stulecie od czasu objawień miała miejsce gwał­towna opozycja starająca się wmówić opinii publicznej, że objawienia są w ogóle niemożliwe, a Lourdes jest niczym innym jak tylko miejscem fanatyzmu religijnego, zwykłej iluzji i oszustwa inspirowanego przez katolicki kler. Twórcy no­wych dogmatów ateistycznej kultury, głoszący samowystarczalność człowieka oraz taki styl ży­cia i myślenia „jakby Bóg nie istniał", uciekali się do najbardziej nikczemnych sposobów, z fał­szowaniem faktów i dokumentów włącznie, aby ośmieszyć i zdyskredytować objawienia w Lour­des. Czy XIX wiek tryumfującej nauki, w którym nie było miejsca dla Boga, a za miarę wszystkich rzeczy został uznany człowiek, mógł tolerować takie miejsce, gdzie dzieją się cuda? Zaciekłe ataki przeciwko objawieniom przyczyniły się jednak do tego, że Lourdes jest jedynym sanktu­arium, przy którym powstało specjalne biuro medyczne skupiające najwybitniejszych lekarzy świata. Jest to „Burreau medical de N. D. de Lo­urdes" o charakterze wybitnie naukowym, któ­remu przedstawiane są do badań przypadki cu­downych i po ludzku niewytłumaczalnych uzdrowień, ciągle dokonujących się w Lourdes. Niezliczona liczba duchowych i fizycznych cu­downych uleczeń jest jakimś szczególnym spo­sobem przemawiania Boga do dzisiejszego czło­wieka. Podobnie jak cuda ewangeliczne, są to czytelne znaki Bożej miłości. Pan Bóg objawia swoją miłość w ten nadzwyczajny sposób, by wyrwać nas z letargu duchowego, abyśmy uwierzyli i podjęli trud życia według zasad Ewangelii.

Aby uwierzyć, nie wystarczy samo zo­baczenie cudu. Ludzie, którzy bardziej umiło­wali zło aniżeli dobro (por J 3, 19), opacznie in­terpretują cudowne znaki. Smutnym tego przy­kładem jest słynny pisarz Emil Zola, główna po­stać pozytywizmu we francuskiej literaturze. 20 sierpnia 1892 r. przyjechał do Lourdes pocią­giem wiozącym chorych z Paryża. Wśród nich były dwie umierające kobiety w ostatnim sta­dium gruźlicy: Marie Lebranche i Marie Lermar-chand. Szukały ostatniej szansy ratunku. Zola natomiast przybył z zamiarem zebrania materia­łów w celu zdemaskowania oszustwa, które -w jego przekonaniu - miało miejsce w Lourdes. Spotkało go tam wyjątkowe szczęście. Na jego oczach obie Marie zostały cudownie uzdrowio­ne. Reakcja E. Zoli w obliczu ewidentnego cudu była po ludzku niewytłumaczalna i szokująca. Nie można zrozumieć dlaczego on, człowiek wielkiego intelektualnego formatu, w swojej książce „Lourdes" zanegował nie tylko fakt cu­downego uzdrowienia dwóch kobiet, ale posu­nął się do absurdalnego kłamstwa pisząc, że jed­na z nich zmarła? Kobieta, która według książki Zoli już nie żyła, w rzeczywistości mieszkała da­lej w Paryżu i cieszyła się wyśmienitym zdro­wiem. Pisarz jednak chciał za wszelką cenę uwiarygodnić swoje kłamstwa, które wymyślił jego genialny umysł; osobiście udał się więc do tej kobiety i nakłaniał, aby przeprowadziła się do Belgii. Chciał w ten sposób pozbyć się niewy­godnego świadka i za wszelką cenę ratować swój światopogląd, w którym nie było miejsca dla Boga i możliwości zaistnienia cudu (Le mi-racie c'a n'existe pas). Pomimo tego, że wielo­krotnie zostały mu publicznie wykazane ewi­dentne kłamstwa zawarte w jego książce o Lour­des, to jednak nigdy nie odważył się na nie od­powiedzieć. W 1895 r. ukazał się w „Cmita Cat-tolica" artykuł: „Owoce kalumnii Zoli", w któ­rym autor pisze o dziwnym paradoksie, że po­dobnie jak szatan, który wbrew sobie w osta­teczności przyczynia się do oddawania chwały Bogu w świecie, tak samo masoneria poprzez Zolę przyczyniła się do zwiększenia kultu Matki Bożej w Lourdes. Po ukazaniu się paszkwilu Zo­li o lourdzkich objawieniach zaczęli tam przyjeż­dżać nowi wizytatorzy, korespondenci i dzien­nikarze, także wielu niewierzących, cyników i kpiarzy. Dopiero będąc na miejscu, w Lour­des poznawali fakty i przekonywali się o oczy­wistości cudów, które często działy się na ich oczach. Odjeżdżali nawróceni, świadomi ogro­mu tajemnicy miłości Boga. Jednym z nich był późniejszy laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, światowej sławy prof. Alexis Carrel. Przyjechał do Lourdes jako ateista w 1903 r. ra­zem ze swoją pacjentką Marią Ferrand, umiera­jącą na gruźlicę otrzewnej. W czasie modlitwy przed grotą Matki Bożej na jego oczach została owa pacjentka cudownie uzdrowiona. Wydarze­nie to było momentem przełomowym w życiu Carrela, przyczyniło się do jego nawrócenia. Alexis zrozumiał, iż Bóg jest poza wszelkim na­ukowym poznaniem i zrozumieniem, zaś jedyną . drogą prowadzącą do Niego jest wytrwałe życie według Ewangelii i odważne kroczenie w ciem­nościach wiary. Tak pisał: „Przedzierając się przez mroki rozumu, dochodzi się do Niego tę­sknotą i miłością". Dopiero wtedy staje się moż­liwe doświadczenie miłości Boga, które jest podobne do „przeżyć artystów i zakochanych". Od czasu nawrócenia jedynym szczęściem dla Car-rela na ziemi było bezgraniczne oddanie się Bo­gu i pełnienie Jego woli. Środowisko uniwery-teckie w Lionie nie mogło się pogodzić z tak ra­dykalną zmianą poglądów Carrela. Przełożeni zagrozili mu zwolnieniem z pracy, jeżeli nie zre­zygnuje ze swoich przekonań. A. Carrel pozo­stał nieugięty, ponieważ traktował swoją wiarę jako największy skarb, dlatego zrezygnował z pracy na uniwersytecie i wyjechał do Kanady, a później do Nowego Jorku, gdzie w Instytucie Rockefellera otworzyła się przed nim droga wspaniałej kariery naukowej, ukoronowana przyznaniem nagrody Nobla w 1912 r. E. Zola zobaczył cud i nie uwierzył, natomiast A. Carrel odczytał w cudzie wezwanie samego Boga i dla­tego w akcie pokornej wiary otworzył się na ta­jemnicę Jego miłości. Cuda są więc czytelnymi znakami tylko dla ludzi dobrej woli. W tym kontekście bardziej zrozumiałe stają się słowa Pisma św.: „Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata? ...Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędr­ców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych po­niżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone we­dług świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wy­różnił Bóg, by to, co jest unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga" (l Kor l, 20. 27-29). To jest cały paradoks chrześci­jaństwa, który uświadamia nam, że prawdziwą historię tworzą nie wielcy politycy czy ekonomi­ści, lecz ludzie wierzący i modlący się.

W 1866 r. Bernadetta Soubi-rous wstępuje do klasztoru sióstr szarytek w Nevers. Wyjaśniając, dlaczego akurat jej objawiała się Matka Boża, odpowiedziała: „jeżeli Matka Boża wybrała mnie, to dlate­go, że byłam najbiedniejsza i nie­wykształcona. Gdyby w Lourdes był ktoś jeszcze bardziej niewy­kształcony ode mnie. Matka Boża wybrałaby jego!". Tak więc patrząc z perspektywy wiary widać, że w 1870 r. ważniejsze było to, co działo się w Nevers aniżeli to, co wydarzyło się w Berlinie gdzie Otto von Bismarck święcił swoje sukcesy militarne. Podobnie najważniej­szym wydarzeniem 1858 r. była nie ugoda w Plombieres pomiędzy Na­poleonem III a Cavourem, lecz ob­jawienia w grocie w Lourdes, gdzie - jak mówił papież Jan XXIII - zostało otworzone dla ludzkości okno do nieba. Ber­nadetta umiera w wielkich cierpieniach 16. kwietnia 1879 r. i zostaje pochowana na cmenta­rzu w Nevers. Jej ciało ekshumowano w 1909 r. w obecności komisji lekarskiej. Ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich zebranych, na ciele zmarłej, wbrew wszelkim prawom natury, nie było najmniejszych śladów rozkładu. Siostry umyły ciało Bernadetty i zmieniły zmurszały ha­bit. Ponowną ekshumację przeprowadzono 3. kwietnia 1919 r. Od tego czasu cudownie zacho­wane ciało św. Bernadetty zostało złożone w metalowo - szklanej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy sióstr w Nevers. Do dzisiaj jej ciało zachowuje zadziwiającą dziewiczą świe­żość i piękno. Fakt naukowo niewytłumaczalny, który jest jednym z wielu czytelnych znaków wzywających ludzi do nawrócenia. Mogą ten znak zrozumieć i odczytać tylko ludzie odzna­czający się dobrą wolą, tacy jak na przykład Ale-xis Carrel. Nigdy go nie przyjmą i nie zrozumie­ją ci wszyscy, w których jest brak otwartości na prawdę. To właśnie do nich kochający Bóg kie­ruje słowa ostrzeżenia: „Albowiem od stworze­nia świata niewidzialne Jego przymioty - wieku­ista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą wymówić się od winy... Podając się za mądrych stali się głupimi". I dlatego „gniew Boży ujaw­nia się z nieba na wszelką bezbożność i niepra­wość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakła­dają prawdzie pęta" (Rz 1, 20. 22.18).

Redakcja „Miłujcie się"3-4/1996 r.